Grecja, Elada, Elas, Elliniki Dimokratia, Republika Helleńska

     
 

 religia bogowie

 
     
 

Mit o  Demeter i Korze Mit o Edypie Mit o Prometeuszu 12 prac Heraklesa Mit o Syzyfie Mit o narodzinach Ateny Mit o Dedalu i Ikarze Mit o Echo i Narcyzie Mit o Tyfonie Bunt gigantów (gigantomachia) Mit o Jazonie (Złote Runo) Mit o Marsjasie i Apollo Mit o Orfeuszu i Eurydyce Mit o Perseuszu i Andromedzie Mit o Eros i Psyche Mit o Tezeuszu

 
     
 
bogowie bogowie  
orszak Dionizosa orszak Dionizosa  
herakles walczący z wężami-  Herakles walczący z wężami

MITOLOGIA ŚWIATA to opowieści wyrażające wierzenia głęboko tkwiące w świadomości społecznej ludów różnych kultur; spełniały funkcję poznawczą i objaśniającą świat; dotyczyły problematyki uniwersalnej i różnych obszarów świadomości. Mity kosmogoniczne wyjaśniały powstanie świata; teogoniczne mówiły o bogach; genealogiczne przedstawiały dzieje bogów, herosów, władców, rodów, ludzi, wyjaśniały ich wzajemne związki i opowiadały historie; antropogeniczne dotyczyły człowieka, systemu wartości, światopoglądu, prezentowały wzorce postaw i mądrości wielu pokoleń. Podobne wątki mityczne występują w różnych mitologiach i wielu religiach niezależnie od siebie w różnych częściach świata (np. motyw bogini - ziemi - matki; herosa - bohatera wyruszającego na wyprawę; świętej wody - rzeki, świętego drzewa; kobiety - kusicielki; bohatera: zbawcy, wojownika, kochanka; macierzyństwa dziewicy; wędrówki do zaświatów).

MITY GRECKIE są to opowieści bardzo stare, znane już wtedy, gdy pismo nie było jeszcze używane, nawet znane. Na ukształtowanie się mitów greckich oddziaływały kultury różnych ludów, można w nich zauważyć wpływy opowieści semickich, mykeńskich, doryckich - sama kultura minojska (czyli z Krety) już w III tysiącleciu przed naszą erą stała na zdumiewająco wysokim poziomie rozwoju cywilizacyjnego. Niektórzy badacze twierdzą, że cała neolityczna (to końcowy okres epoki kamienia) Europa miała podobny system wierzeń religijnych. Mit to opowieść próbująca niebezpośrednio (np. alegorycznie, symbolicznie) wyjaśniać okoliczności narodzin oraz pochodzenia bogów, świata, ludzi. Mity funkcjonują jakby poza czasem, są ahistoryczne, nie można ich przypisać do określonej epoki. Z reguły mają charakter poetyczny, są pełne dramatycznych napięć, personifikują przedstawiony świat. Można wyróżnić kilka rodzajów mitów, między innymi opowiadające o narodzinach bogów, związkach miedzy nimi (teogoniczne), przedstawiające narodziny świata i wyobrażenia o jego ładzie (kosmogoniczne), objaśniające zachowania, charakter ludzi i ich związki z bogami (antropogenetyczne). Mity pozwalały wyjaśnić rzeczywistość, łączyły społeczności, stanowiły podstawę wierzeń religijnych. Początkowo mity greckie były przekazane tylko ustnie, ulegały zatem rozliczonym przemianom, wciąż je modyfikowano, dopełniano. Dopiero Homer (w mniejszym stopniu i Hezjod), jako autor "Iliady" i "Odysei", uporządkował najważniejsze opowieści mityczne, stworzył cały system bogów, określił ich władzę, zewnętrzną postać, charaktery, nadał przydomki. Ujęcia Homera odrzucające wcześniejszy demonizm, zabobony, grozę, różniące się zasadniczo od najdawniejszej greckiej religii, ludowych wyobrażeń, stały się religią państwową, uznawane przez warstwy oświecone. Mity greckie opracowywało wielu autorów różnych epok. Piękny zbiór przedstawił Jan Parandowski, współczesny polski pisarz i znawca antyku. Twórcą znanego na całym świecie tomu mitów jest Robert Graves, niedawno zmarły angielski prozaik.      

MITY DZIELIMY NA:

  • wyjaśniające powstanie świata (kosmogoniczne), np. mit opowiadający o zrodzeniu z chaosu świata i pierwszych bogów Uranosa (boga nieba) i Gaji (bogini Ziemi)

  • opowiadające o bogach (teogoniczne), np. mit o narodzinach Ateny

  • opowiadające o człowieku (antropogeniczne), np. mit o Heraklesie

  • opisujące dzieje rodów (genealogiczne), np. mit o wojnie trojańskiej
     

FUNKCJE MITÓW:  

Ze względu na fakt, że mity stanowią nierozerwalny składnik kultury antycznej, tworzyły bowiem więzi społeczne, decydowały o obyczajach, tradycjach, religiach, dlatego też pełniły one następujące funkcje :

  •  funkcję poznawczą - umożliwiały interpretacje zjawisk przyrody

  •  funkcja światopoglądowa - stanowiły podstawę wierzeń religijnych

  •  funkcja sakralna (powiązane były z kultem poszczególnych bogów i rytualnymi obrzędami.

Mitologia nie jest jeszcze całą religią. Religia opiera się w przeważnej mierze na kulcie, na obrzędach, które, w przeciwieństwie do płynnych i łatwo przeobrażających się mitów, są trwałe, oporne postępowi czasu i przechowują nader odległe formy wierzeń. Dzięki zachowawczości kultu możemy odtworzyć, w ogólnych zarysach, najdawniejszą wiarę Greków, a nawet wskazać, co do niej wniosła ludność, która zamieszkiwała Helladę przed osiedleniem się Hellenów.
Celem mitów jest próba wyjaśnienia w symboliczny, alegoryczny sposób pochodzenia, natury i przeznaczenia świata i człowieka. Obrazują światopogląd i system wartości ludzi antyku, prezentują wzorce postaw i mądrości ponadczasowe, poruszają problematykę uniwersalną - dotyczącą człowieka wtedy i dziś, są budulcem lub motywem wielu dzieł literatury i sztuki.

NAJPOPULARNIEJSZE MITY GRECKIE

DEMETER I KORA

Demeter była tylko boginią pól i urodzajów, kochającą i szczęśliwą matką Kory. Często spacerowały razem z orszakiem nimf po ukwieconych łąkach, słuchały śpiewu ptaków, zrywały kwiaty. Troskliwa matka często ostrzegała córkę, by nie zrywała białego kwiatu narcyza, który jest poświęcony nogą mrocznych podziemi. Persefona była posłuszna, zrywała tylko tulipany, hiacynty, fiołki i niezapominajki, aż natknęła się na piękny kwiat, który zachwycił ją. Upewniwszy się, że nikt jej nie widzi, zerwała go i powąchała. Zapach ogarnął jej zmysły, a duszę zniewoliła ciemność. Nagle ziemia rozstąpiła się i wyłonił się z niej Hades, który natychmiast porwał dziewczynę i wrócił do swego podziemnego królestwa. Demeter na próżno poszukiwała swej córki. Przeszła całą ziemię wzdłuż i wszerz, nie mogąc jej nigdzie znaleźć. Załamała się i przybrała postać staruszki. W Eulezis, nad zatoką Salamińską, spostrzegły ją córki króla Keleosa, które postanowiły zaopiekować się starą kobietą. Nierozpoznana Demeter zajmowała się w zamku ich młodszym braciszkiem. Dziecko było wątłe i chorowite, więc bogini postanowiła uczynić go nieśmiertelnym. Każdego dnia wyjmowała chłopczyka z kołyski i kładła go w ogień, by spalił wszystko, co w nim ludzkie i śmiertelne. Któregoś razu zauważyła to królowa i wpadła do pokoju z krzykiem, bojąc się o swoje dziecko. Chłopiec wypadł z rąk Demeter i zmarł w płomieniach. Nagle pokój napełnił się wonią zbóż, owoców i kwiatów, a z łachmanów starej kobiety wyrosła piękność o złotych włosach. Królowa rozpoznała boginię Demeter, a ona przywróciła zmarłemu księciu życie i ofiarowała mu ziarna zbóż i rydwan, zaprzągnięty w złote rumaki. Odmieniona Demeter okryła wszystkie pola żałobą, spowodowała, że rzeki i jeziora wyschły, a ludzie zaczęli głodować. Później dowiedziała się, co stało się z jej córką, i obraziła się na wszystkich bogów. Ukryła się w jednej z jaskiń, gdzie po jakimś czasie odnalazł ją Hermes . Wysłano do niej muzy i charyty, by przebłagały boginię, ale ona wcale ich nie słuchała. Dopiero wtedy Zeus nakazał swemu bratu wypuścić Persefonę. Hades spełnił rozkaz, ale na pożegnanie podarował swej wybrance owoc granatu. Dziewczyna zjadła go i tym samym związała się z nim na zawsze. Odtąd każdego roku musiała wracać do podziemnego królestwa na trzy miesiące. Kiedy tak się działo, nastawała zima: ziemię okrywał smutek i żałoba, a rośliny umierały. Kiedy zaś wracała do matki, była wiosna: gleby rodziły piękne kwiaty i cała ziemia zieleniła się z radości.

MIT O EDYPIE

Po Amfionie i Dzetosie władzę nad Tebem posiadł Lajos, od którego wyszło pokolenie najnieszczęśliwszych władców. Przepowiednia bowiem mówiła, że zginie z ręki własnego syna, a ten ożeni się z jego żoną, a swoją matką, Jokastą. Kiedy więc Lajosowi urodził się syn, przekłuli mu pięty, związali i porzucili w górach. Tam znaleźli go pasterze i oddali na wychowanie królowej, która nie miała własnego potomstwa. Został on nazwany Edyp, czyli człowiek o spuchniętych nogach. Edyp, czując się nieszczęśliwy, pojechał do Delf do wyroczni, gdzie dostał upomnienie od boga, aby nie wracał do ojczyzny, gdyż zabije ojca i ożeni się z matką. Edyp, sądząc, że miejsce w którym dotychczas mieszkał jest jego ojczyzną, postanowił pojechać gdzieś indziej. Po drodze, w ciasnym wąwozie, napotkał wóz, którym jechał jakiś pan ze swoimi dworzanami. Służba kazała Edypowi usunąć się z drogi, ale on jako bardzo uparty młodzieniec, nie posłuchał tego rozkazu. Z tego powodu wywiązała się bójka, w której zginęli wszyscy pasażerowie powozu. Edyp poszedł dalej i nie przyszło mu do głowy, że ten pan nawozie to jego własny ojciec. W Tebach, gdy dowiedziano się o śmierci władcy, na jego następce powołano jego szwagra, Kreona. Po kilku dniach panowania nowego władcy w okolicach miasta pojawił się dziwny potwór, który porywał ludzi i rzucał w przepaść. Nazywał się Sfinks. Miał twarz i piersi kobiety, a resztę ciała lwa, ze skrzydłami. Oznajmił on, że dopiero wtedy da spokój miastu, kiedy znajdzie się ktoś, kto rozwikła następującą zagadkę: co to za zawierzę, które z rana chodzi na czworakach, w południe na dwóch nogach, a wieczorem na trzech? Mimo wielu narad nikt nie zdołał wymyślić rozwiązania. Wówczas Kreon ogłosił, że kto tego dokona, dostanie królestwo Tebańskie i ożeni się z Jokastą. Wtedy właśnie przybył Edyp do stolicy. Wieczorem miał sen, który mu podał rozwiązanie. Rankiem poszedł do Sfinksa i powiedział: Człowiek chodzi rano tzn. w dzieciństwie na czworakach; gdy dorośnie staje się zwierzęciem dwunożnym; a w starości, która jest życia wieczorem, podpiera się laską jakby mu trzecia noga przybyła" . Gdy Sfinks to usłyszał, rzucił się w przepaść. Następnie Edyp ożenił się z Jokastą i objął panowanie. Jokasta urodziła dwóch synów: Polinejkesa i Eteoklesa, oraz dwie córki: Antygonę i Ismenę. Jednak państwo zaczęły nękać nadzwyczajne klęski, gdyż wisiała nad nim klątwa bogów. Wezwano więc wieszcza, Tejrezjasza, który odkrył prawdę: król Teb jest winien zbrodni ojcobójstwa i kazirodztwa. Na wieść o tym Jokasta powiesiła się, a Edyp wykłuł oczy i odziany w łachmany żebracze o kiju wywlekł się z miasta. Zaszedł do miejscowości Kolonos i tam umarł. W Tebach zostali dwaj synowie. Umówili się, że co rok inny będzie panował. Pierwszy berło wziął Eteokles. Po roku jednak nie chciał ustąpić tronu i wygnał brata z kraju. Ten schronił się w Argos, gdzie ożenił się z córka królewską i namówił teścia do wyprawy przeciw Tebom. Nie przyniosła ona nak rezultatu. Na polu walki zmarł również Eteokles. Rządy objął ponownie Kreon. Ciało Polinejkesa rzucił na pożarciw krukom i zabronił je pogrzebać. Antygona jednak nie posłuchała rozkazu i pochowała je, za co zamurowano ją żywcem w sklepionej piwnicy. W dziesięć lat później synowie wodzów pokonoanych pod Tebami przygotowali nową wyprawę. Miasto nie mogąc się obronić, zostało opuszczone przez ludność. Wrogie wojska zburzyły je doszczętni, a pozostałe skarby posłały w ofierze świątyni delfickiej.

MIT O PROMETEUSZU

Prometeusz był jednym z Tytanów. Według jednej z legend stworzył on ludzi, lepiąc ich z gliny pomieszanej z łzami oraz obdarowując duszą z ognia niebieskiego. Jego ludzie byli bardzo słabi, więc Prometeusz wykradł więcej ognia i podarował go ludziom, by mogli się ogrzewać i bronić przed dzikimi zwierzętami. Tytan nauczył ludzi, jak mają używać ogień, jak tworzyć narzędzia i sztukę. Jednak to nie podobało się Zeusowi, który postanowił zesłać na ludzi straszną plagę. Kazał on Hefajstosowi stworzyć piękną kobietę na wzór bogiń olimpijskich. Atena nauczyła ją pięknych robót kobiecych, Afrodyta obdarzyła wdziękiem, Hermes dał dar kuszącej wymowy. Nazwano ją Pandorą, a w posagu podarowano glinianą beczkę, której zawartości nikt nie znał. Prometeusz od razu zwietrzył w tym wszystkim podstęp, lecz jego nie grzeszący inteligencją brat Epimeteusz przyjął Pandorę do swego domu i od razu się z nią ożenił. Prometeusz zabronił im otwierać tajemniczą beczkę, którą dostali od bogów, lecz lekkomyślna młoda para nie zwracała uwagi na jego słowa. I ledwo ją otworzyli, ze środka wyleciały na świat wszystkie smutki, troski, choroby i kłopoty, które obsiadły całą ludzkość. Prometeusz strasznie wkurzył się na bogów i postanowił się im odpłacić. Zabił woła ofiarnego i podzielił go na dwie części: osobno złożył mięso, które owinął skórą, osobno kości, które nakrył tłuszczem. Kazał Zeusowi wybrać, którą woli część, by była zawsze poświęcana bogom, a która ma zostać dla ludzi. Chciwy Zeus wybrał tę część, w której było więcej tłuszczu, bo spodziewał się w niej dobrego mięsa. Kiedy spostrzegł, że dostały mu się same kości, wściekł się jeszcze bardziej, niż Prometeusz, i kazał przykuć tytana do jednej ze skał Kaukazu. Co dzień przylatywał tam orzeł, by zjadać wątrobę Prometeusza, która za każdym razem odrastała. I byłby tam nieszczęsny tytan pewnie do dziś, ale któregoś pięknego dnia zawitał doń Herkules i go uwolnił, zaś orzełka ukatrupił.

12 PRAC HERAKLESA

Herkules zwany też u Rzymian Herkulesem był synem Zeusa i Alkmeny- pięknej królowej. Ojciec pragnął mu zapewnić nieśmiertelność. By to zrobić położył dzieciątko przy śpiącej Herze, by mogło ssać jej pierś. Ta jednak ocknęła się i odepchnęła małego. Parę kropel, które wypłynęły z jej piersi i zleciało wystarczyło by powstała Droga Mleczna. Te które nie zatrzymały się na sklepieniu niebieskim utworzyły lilie. Hera nie znosiła bękarta Alkmeny. Gdy ten miał sześć miesięcy wysłała 2 wężę by te zagryzły Heraklesa i jego bliźniaczego brata Ifiklesa(był on synem prawowitego męża Alkmeny). Niemowlaki leżały w kołysce. Potwory owinęły je, gotowe do dokonania zemsty. Wtedy to Herkules po raz pierwszy pokazał swoją nadludzką siłę. Najzwyczajniej w świecie udusił węże. Herkules dzięki wytrwałemu treningowi był wielki. Taki sam ja on był jego głód. Gdy miał chęć potrafił zjeść całego wołu, a popijał go winem z puchara napełnianego przez 2 mężów. Gdy liczył 18 wiosen zabił lwa, a z jego skóry uczynił sobie okrycie. Natomiast z łba zwierza przyrządził sobie hełm. Od boskich przyjaciół otrzymał miecz i tarczę. Następnie zapragnął maczugi. Wyrwał więc drzewo oliwne i z niego zrobił broń. Pewnego razu doszły go wieści o wojnie w Tebach. Król tebański został zaatakowany. Młodzian wraz z paroma wojownikami przełamał szyki wroga i doprowadził do zwycięstwa. W nagrodę otrzymał córkę króla za żonę. Kilka lat przesiedział w domu rozkoszując się żoną i bawiąc dzieci. Jednak gdy pewnego razu ogarnęło go szaleństwo rzucił się ku żonie, i dzieciom. Kobietę posiekał nożem, a dziatki podusił. Gdy otrzeźwiał z szaleństwa udał się do wyroczni delfickiej z prośbą o radę. Pitia nakazała mu zaciągnąć się na służbę u króla mykeńskiego- Eurysteusa. Od niego miał otrzymać do wykonania. Król okazał się wielkim tchórzem. Bał się olbrzyma i jak najszybciej chciał się go pozbyć. By go unicestwić jako pierwszą pracę nakazał mu zabicie. Był to potwór siejący nieszczęście w podmiejskich winnicach. Heros najpierw strzelał do niego z łuku. Ale strzały okazały się za słabe. Ruszył więc na niego z maczugą. Zagonił go do jaskini, gdzie udusił własnymi rękami. Zdziwił się, gdy po powrocie do Myken przerażony król nakazał mu na przyszły raz czekać przed bramami miasta. Ten potwór zamieszkiwał bagniska koło Lerny, niedaleko Agros. Znajdowała się tak mała dróżka, którą przemieszczali się podróżnicy. Tam właśnie czyhała na nich bestia. Ten płaz miał 10 głów i był ogromnych rozmiarów. Środkowa głowa był nieśmiertelna. Heros najpierw rozzłościł ją strzałami. Następnie chwycił ją za gardziel i jedna po drugiej wyrywał głowy. Ale to tylko pogarszało sprawę. Bowiem na miejsce jednej natychmiast wyrastały trzy nowe. Herkules kazał swemu woźnicy (Jolaosowi) podpalić las. Gdy ten to uczynił heros znowu zajął się wyrywaniem głów, jednak rany natychmiast wypalał. Na koniec oderwał nieśmiertelna głowę i zakopał na polu. Korpus przeciął na pół a w żółci zatruł swe strzały. Było to ulubione zwierzę Artemidy. Nikomu nie wyrządzało żadnej krzywdy, a Herakles miał je tylko przyprowadzić do Myken. By nic nie zrobić temu cudowi natury, o złotych rogach i spiżowych racicach, ganiał je przez cały rok. Dopadł je dopiero w jakiejś gęstwinie. W drodze z powrotnej posprzeczał się z Artemidą, na szczęście wytłumaczył jej wszystko i bogini puściła go. Gdy przybył to już się dowiedział, że jego następnym zadaniem będzie sprowadzenie. Ten zwierz pustoszył okolice w Arkadii. Heros postanowił zmęczyć zwierza i tak długo gonił go po śniegu (była bowiem zima), aż ten padł. Był to król Elidy, znany z tego, że posiadał wielkie stada bydła. Samych wołów było koło 3000. wobec czego 'połacie nawozu, jakie wytwarzały było' niezwykle wielkie. Wszyscy mieszkańcy miasta nie mogli tego uprzątnąć, toteż pozostawiono sprawę samą sobie i od 30 lat już nie sprzątano. Herkules miał tego dokonać w 1 dzień. Gdy przybył do króla stwierdził ,że może oczyścić jego stajnię w 1 dzień, a w zamian chce trzeciej części trzody(nic nie wspomniał o tym kto go przysłał). Ten przystał na taki warunek. Heros wykopał kanał pod oborą i zmienił prąd niedaleko płynącej rzeki, tak, że ta wszystko wymyła. Nieuczciwy król odmówił zapłaty, za co został zabity przez siłacza. Ptaki ze stymfalos miały dzioby z żelaza i nękały mieszkańców miasta. To było następne zadanie. Najpierw należało je wypłoszyć. Do tego przyczyniła się Atena, która dała Herkulesowi spiżowe grzechotki, którymi ten wystraszył ludzko żerne stwory. Poczym jednego po drugim powystrzelał z łuku. Dopiero co wrócił ,a już otrzymał kolejne 'bojowe zadanie' miał sprowadzić klacze Diomedesa. Były to piękne zwierzęta, które żywiły się mięsem ludzi. By oszczędzić swych poddanych ,król wypuszczał konie na cudzoziemców. Herkules nie miał większych problemów. Wbiegł do pałacu porwał konie. W drodze powrotnej musiał jeszcze rozbić orszak wojska, ale co to było dla niego. Następnie miał się zmierzyć oko w oko z Amazonkami, i przywieść piękny.Amazonki były plemiennych szczepem, zamieszkującym wybrzeże Morza Czarnego. Ze swego potomstwa zachowywały tylko dziewczynki, chłopców czekał zgubny los. Wypalały sobie ponad to prawą pierś, po to by lepiej rzucać oszczepem. [podobno zamieszkiwały też ziemie polskie, widział je tu cesarz Otto, poczym przekazał tą wieść kronikarzowi arabskiemu Abrahamowi, synowi Jakuba] Gdy przybył na miejsce Hipolita dobrowolnie oddała mu pas, bała się bowiem wojny. Jednak Hera przybrała postać jednej z wojowniczek, poczym w nocy podniosła alarm, jakoby porwano królową. Herkules pomyślał ,ze to zasadzka, zabił więc królową ,po czym to samo uczynił z resztą kobiet. Następne zadanie dotyczyło wołów Gerionesa. Biedny heros zwiedził całą Europę w poszukiwaniu zwierząt, zawędrował nawet do Afryki. Na pamiątkę postawił między oboma kontynentami 2 skały, zwane 'Słupami Herkulesa'. Gdy wreszcie dotarł na miejsce przeznaczenia ujrzał samego Gerionesa. Był to olbrzym o trzech ludzkich ciałach. Dawało mu to możliwość walki przez całą dobę. Herakles położył go paroma strzałami. Następne były złote jabłka były to owoce wydawane przez wyjątkową jabłoń podarowaną Herze i Zeusowi, z okazji ślubu przez Gaję. Od tamtej chwili drzewo rosło w sadzie bogów. Pilnowały go 3 siostry- Hesperydy. A dodatkowo na jej szczycie czatował straszny smok. I właśnie go najbardziej bał się heros. Poprosił więc o pomoc jednego z tytanów- Atlasa, który trzyma na sobie firmament ziemi. Ten się zgodził. Herkules na czas jego nieobecności miał go zastąpić. Gdy tytan wrócił stwierdził, że chce sobie trochę odpocząć. Na co przestraszony Herkules wymyślił na niego sposób. Powiedział, że źle sobie ułożył ciężar i poprosił o pomoc. Atlas położył jabłka na ziemi i chwycił firmament. Heros bez słowa chwycił owoce i wyruszył w drogę powrotną do Myken. Ostatnia praca była niewątpliwie najtrudniejsza. Zadaniem było sprowadzenie. Cerbera-straznika piekieł. Najpierw przeszedł przygotowanie. Oczyścił się z win. Poczym zapuścił się w otchłani groty prowadzącej do piekła. Na widok siłacza wszystkie cienie ,upiory i temu podobne pouciekały. To mu dodało otuchy. Doszedł do Hadesa. Ten zdenerwował się ,gdy usłyszał powód przybycia herosa. Chciał go uderzyć, ale ten był szybszy. Zranił go strzałą. Boski lekarz był tylko na Olimpie, zatem bóg musiał opuścić swe królestwo. Wykorzystał to Herakles. Schwycił przestraszonego zwierza i wyprowadził do na ziemię. Przerażone psisko wyło z rozpaczy. Na wieść, że Herkules niesie Cerbera Eurysteus skrył się w piwnicy. Kazał mu przekazać, żeby psa puścił i poszedł precz, bo spełnił swoje zadanie. Herakles zapragnął się ponownie ożenić. Akurat bogaty król wyprawiał konkurs strzelecki, a nagrodą miała była jego jedyna córka. Herkules wygrał zawody, jednak ożenkowi sprzeciwili się bracia kobiety. Siłacz wpadł w złość i zabił jednego. Za niewinną krew bogowie ukarali go niemocą. By dowiedzieć się co ma zrobić udał się do Piti. Jednak ta nie chciała mu pomóc. Rozzłoszczony splądrował świątynię. Na to wkroczył Apollo, gotowy do pojedynku. Gdyby nie wkroczył Zeus to niewiadomo co by się stało. Na ogólnoolimpijskim zebraniu uznano, ze podda się go 3letniej służbie u królowej Omfali. Jej państwo było zaprzeczeniem przyjętych w całej Grecji porządków. Tam to kobiety harowały w polu, a mężczyźni prowadzili dom. Siłacz spełnił swoją pokutę... Kolejną- ostatnią miłością była królowa Dajanira. Cóż to była za wspaniała para. Kochali się bardzo. Herkules chciał założyć ponownie dom. Szukali właśnie miejsca, gdy spotkali centaura Nessosa. Zaoferował on swoją pomoc, obiecał, że przeniesie Dajanirę przez pobliską rzekę. Lecz nikczemnik porwał kobietę. Zdenerwowany siłacz strzelił do wroga i zranił go śmiertelnie. Gdy półczłowiek padł wyszeptał do Dajaniry, by nabrała jego krwi, a następnie wyprałą w niej szatę męża. Co miało być cudownym lekarstwem na zdradę. Zazdrosna kobieta uczyniła tak. Okazało się to zgubne dla Heraklesa. Gdy ten ubrał szatę poczuł palący ból. Biegał i wył z bólu. Rozdarł szkarłatną szatę tak mocno, że odleciała ona z kawałkami jego ciała. Roztrzęsiona kobieta powiesiła się. Natomiast jej mąż ułożył sobie stos drzew i podpalił je. Chciał się spalić żywcem. Rzucił się w ogień, jednak w tym momencie zeszła chmura z nieba i zabrała go na Olimp.

MIT O SYZYFIE

Był sobie król Syzyf. Mieszkał i panował na Koryncie. U szczytu skalistej góry, zwanej Akrokoryntem, stał jego pałac, otoczony czarnym i zielonym kręgiem starodrzewu. Z rana, po kąpieli, wychodził król na terasę zamkową i rozglądał się po swoim państwie. Słońce wilgotne i czyste przydawało słodyczy fali pagórków biegnących nad wybrzeżem sarońskim. W dole, na obszernej piaszczystej równinie, rysowały się proste i białe ulice Koryntu, lekko nachylonego ku morzu. W błękitnej zatoce czerniły się pękate kadłuby okrętów, które porastał las masztów. Pomimo wczesnej pory roje ludzi, na podobieństwo mrówek, krzątały się dokoła magazynów portowych. Z drugiej strony słychać było metalowy zgiełk kuźni i warsztatów, a z dzielnicy farbiarzy płynęły rynsztokami strumienie barwionej wody. Wszystko to było dziełem króla Syzyfa, który założył miasto i uczynił je bogatym, wybrawszy miejsce na port tak dogodny, że można w nim było pobierać daninę od wszystkich statków jadących ze wschodu i zachodu. Syzyf nie różnił się zbytnio od innych królów, poza jednym, drobnym szczegółem - był ulubieńcem bogów. Zeus zapraszał go na Olimp, gdzie bawił się z bogami i wcinał ich nektar i ambrozję. Pomimo lat był wciąż rześki i silny, albowiem nektarem i ambrozją odświeżał swoje ziemskie ciało. Król miał jedną wadę: uwielbiał plotki. Za każdym razem, kiedy wracał z Olimpu, rozpuszczał po kraju wieści od bogów. Bogowie puszczali to płazem, gdyż były to sprawy dość błahe, dopóki nie rozpowiedział jakiejś tajemnicy Zeusa, przez którą ten miał przykrości. Zeus się obraził i wysłał na ziemię bożka śmierci - Thanatosa - by sprzątnął plotkarza. Ale Syzyf zdołał bożka złapać i zamknąć w piwnicy. I nagle na ziemi ludzie przestali umierać. Po jakimś czasie Hades poszedł poskarżyć się bratu, że nie przychodzą do niego nowi "klienci". Zeus skapnął się, o co chodzi, i wysłał Aresa, by odnalazł Thanatosa i przywrócił na ziemii porządek. Tak też się stało, a pierwszym nowym "klientem", który pojawił się u bram Hadesu, był Syzyf. Ale chytry król przed śmiercią nakazał żonie, by zostawiła jego zwłoki nie pochowane, dzięki czemu nie będzie mógł wejść do państwa cieniów i zapłacić Charonowi za przewiezienie przez Styks. Syzyf błakał się więc na brzegu podziemnej rzeki i marudził, jaką to ma niedobrą żonę. Charon wzruszył się i pozwolił mu wrócić na ziemię, żeby mógł ukarać małżonkę i przypilnować swojego pogrzebu. Król Koryntu poszedł i nie wrócił. Na Olimpie o nim zapomniano, więc nikt nie zauważył, że Syzyf znów bawi się na ziemi. Dopiero po wielu, wielu, wielu latach w piekle zauważyli, że kogoś im brakuje, więc znów wysłali Thanatosa po uciekiniera, który znienacka zaskoczył go, uciął mu pukiel włosów i krnąbrną duszę zabrał do podziemi. Tym razem Syzyf trafił do Hadesu na dobre. Wymierzono mu ciężką karę: miał wtoczyć wielki głaz na szczyt stromej góry. Wydawało się to proste, jednak za każdym razem, gdy był już u szczytu góry, kamień wyślizgiwał się mu z rąk i spadał na sam dół. I tak za każdym razem. Z drugim razem to samo, i za trzecim, i za dziesiątym. Tak zawsze. Już jest Syzyf bliski celu i zawsze coś mu kamień z rąk wyrywa, i musi biedak pracę zaczynać na nowo. Być może, iż podanie o "pracy Syzyfowej" powstało stąd, że w odległej starożytności zbiegłych zbrodniarzy i niewolników przywiązywano do ciężkiego kamienia lub belki, którą zawsze ze sobą wlec musieli.

NARODZINY ATENY

Pewnego razu Dzeusa bolała głowa. Wezwał więc Hefajstosa, najlepszego kowala wśród bogów. Kazał mu rozłupać toporem swoją czaszkę. Hefajstos ledwo uderzył, gdy z głowy Dzeusa wyskoczyła bogini w zbroi. W ten sposób przyszła na świat Atena, bóstwo mądrości. Bóg piorunów kochał ją najbardziej ze swoich dzieci, cenił zawsze jej zdanie i po-zwolił używać piorunów. Nie myślała o miłości i małżeństwie, bo nie miała na to czasu. Zaj-mowała się wszystkim. Uczeni i filozofowie mieli w niej swoją patronkę. Nienawidzili jej zamiłowania do wojny, lecz Atena nosiła zbroję tylko dlatego, aby bronić słusznej sprawy. Tworzyła nowe prawa dla kapłanów, w których były założenia o właściwym życiu. Atena najpiękniej wyszywała ze wszystkich bogiń na Olimpie i dlatego przyznano jej w tym pierwszeństwo. Lecz na ziemi działy się inne rzeczy. Pewna księżniczka o imieniu Arachne założyła się z boginią oto, która z nich potrafi piękniej wyszywać. Gdy zawody się rozpoczęły księżniczka wyszywała cudne bajki. Natomiast Atena, która nie umiała wyszyć ładniej podarła przeciwniczce ze złości tkaninę. Ta z powodu rozpaczy powiesiła się i dopiero wtedy bogini poznała jak ją zaślepiła złość. Przywróciła Arachne życie i zamieniła ją w pająka, który teraz prządł najpiękniejsze wzory.

MIT O DEDALU I IKARZE

Europa, którą porwał Dzeus, przedzierzgnięty w byka, zamieszkała na Krecie i urodziła dwóch synów: Minosa i Radamantysa. Po jej śmierci synowie zostali królami wyspy, a że nie mogli się zgodzić, przeto się rozłączyli. Radamantys odpłynął z kilku okrętami i założył własne państwo na wyspach Archipelagu Egejskiego. Rządził mądrze i sprawiedliwie, a ludy jemu podległe wspominały z wdzięcznością, że je z barbarzyństwa wyprowadził ku cywilizacji. Pod koniec życia przeniósł się do Beocji, gdzie ożenił się z matką Heraklesa, Alkmeną, wdową po Amfirionie. Po śmierci bogowie ustanowili go sędzią w podziemiu, dla jego wielkiej prawości. Tymczasem Minos panował na Krecie. Był to rozumny król, który swoją potęgę umiał rozszerzyć bez podbojów, jedynie przez umiejętne współżycie z innymi krajami, skąd ciągnął zyski rozległym handlem. Miał wielką flotę i był prawdziwym władcą mórz. Ni było jednak szczęścia w domu. Jego żona, Pazyfea, urodził dziecko, które miało kształt byka i człowieka. Ten syn szkaradny wyrósł na groźnego potwora i nazwano go Minotaurem. Król obawiając się, aby straszydło nie szkodziło jego poddanym, postanowił je zamknąć w jakimś bezpiecznym miejscu. W tym celu wybudowano wspaniały gmach, labirynt, o niezliczonej liczbie pokoi, z którym gmatwaniny Minotaur nie mógł się wydostać. Gdy go Tezeusz zabił, król kazał gmach wysprzątać i oczyścić i zamienił go w pałac, gdzie odtąd mieszkał, a po nim jego następcy. Budowę labiryntu prowadził Ateńczyk Dedal (Dajdalos). był on mistrzem we wszystkich sztukach. Miasta zamawiały u niego posągi bogów i bohaterów i ludzie zjeżdżali się z daleka na uroczyste święta, aby podziwiać kunszt tego artysty, o którym mówiono, że umie w drzewo lub w kamień tchnąć duszę żywą, tak iż ma się wrażenie, jakby postacie jego ruszały się, chodziły, patrzyły. W niektórych świątyniach kapłani przywiązywali jego statuy łańcuchami w obawie, żeby nie uciekły. Herakles idąc raz w nocy zobaczył jeden z owych posągów, a sądząc, że ma przed sobą jakiegoś przeciwnika, zaczął rzucać weń kamieniami. Późniejszym Grekom nie wydawały się one ani takie piękne, ani takie żywe. Przede wszystkim śmieszne. Niejaki Parmeniskos z Metapontu, który ślubował nie śmiać się nigdy, wybuchnął głośnym śmiechem na widok jednego z tych czcigodnych zabytków. Lecz za króla Minosa nikt nie śmiał się z Dedala, ani z jego tworów. Tym bardziej, ze był godny sławy, ponieważ wynalazł mnóstwo rzeczy pożytecznych, na przykład świder, grundwagę. Król kochał go tak bardzo, że nie chciał się z nim rozstać nawet wtedy, gdy Dedal trapiony tęsknotą za ojczyzną, usilnie prosił o pozwolenie wyjazdu. Król nie pozwolił. Miał w tym trochę słuszności, gdyż Dedal zbyt długo był jego powiernikiem i zbyt dobrze znał tajemnice państwowe: taki człowieka za granicą mógł łatwo stać się niebezpieczny. Wówczas Dedal wymyślił nowy i niesłychany sposób ucieczki. Z piór ptasich, sklejonych woskiem, sporządził olbrzymie skrzydła, dla siebie i dla swojego syna, Ikara. Obaj przytwierdzili sobie skrzydła do ramion, a zanim ruszyli w drogę, rzekł ojciec do syna: "Pamiętaj, synu, żebyś zawsze latał środkiem, między morzem a niebem. Nie wolno ci zbyt wysoko szybować, gdyż gorąco promieni słonecznych roztopi wosk, który spaja skrzydła; ani nie zlatuj zbyt nisko, aby wilgocią wody nie nasiąknęły pióra." Dedal leciał pierwszy i pokazywał drogę synowi. Rybak, który zakładał sieci wśród sitowia, pasterz idący za swoimi trzodami, oraz postępujący za pługiem - wszyscy podnieśli zdziwione oczy ku niebu, gdzie w obłokach szybowali ci dwaj niezwyczajni latawcy. Zdumienie ogarnęło ludzi na widok czarodzieja, który ptakom wydarł tajemnicę lotu i pokonał powietrze, dotychczas niedostępne dla mieszkańców ziemi. Minęli wkrótce wyspy Samos, Paros i Delos. Lecz Ikar, uniesiony zachwytem nad potęgą wynalazku, zapomniał o przestrogach ojca i coraz wyżej wzbijał się w błękitne przestworza. I wówczas stało się to, co przewidział Dedal. Pod wpływem żaru słonecznego wosk stopniał i pióra, jedno po drugim, zaczęły opadać. Ikar jak gromem rażony runął z wysokości na ziemię i zabił się na miejscu. Po długich poszukiwaniach odnalazł ojciec żałosne szczątki syna. Wyspę, na którą spadł Ikar, nazwano Ikarią, a morze dookoła niej - Morzem Ikaryjskim. Dedal pochował syna, a sam udał się w dalszą drogę. Przybył na Sycylię, gdzie u pewnego króla został nadwornym budowniczym. Wykopał wielkie sztuczne jezioro i na stromych skałach wybudował gród warowny, w którym jego nowy pan przechowywał swoje skarby. W kilka lat później Minos z wielką flotą ruszył na Sycylię, aby upomnieć się o Dedala. Lecz zginął w czasie wojny, która się wywiązała, a Dedal dożył głębokiej starości, powszechnie czczony.

ECHO I NARCYZ

Narcyz był najpiękniejszym z myśliwych. Kochały się w nim wszystkie nimfy, lecz on myślał tylko o łowach, a o miłości nie chciał słyszeć. Najnieszczęśliwsza z tego powodu była nimfa Echo, która kochała go najbardziej. Gdy pewnego razu Narcyz zatrzymał się nad strumieniem, aby odpocząć, ujrzał w wodzie swoje odbicie i bogini miłości - Afrodyta, na prośbę nimf sprawiła, że zakochał się w sobie. Nie obchodziły go łowy ani, towarzysze, tylko całymi dniami oglądał siebie w tafli strumienia. W końcu umarł z tęsknoty i miłości do samego siebie. W miejscu jego pochowku wyrósł piękny kwiat zwany od jego imienia narcyzem. Narcyz jest kwiatem zdradzieckim, poświecony bogom podziemia.

TYFON

Kiedy boski Dzeus położył głowę na łonie Hery i wyciągnął rękę, by dotknąć jej dorodnych... przeszkodził mu ogromny wrzask bijący spod Olimpu. To ród Gigantów, synowie Gai o potwornych cielskach półludzkich i półwężowych rzucili się na spijających nektar bogów. Zaczęła się jatka. Giganci byli niezłymi menami, dlatego też olimpijscy bogowie w żaden sposób nie mogli ich pokonać. Na szczęście pojawił się Przewodniczący Klubu Anonimowych Alkoholików niejaki Dionizos bóg wina zresztą i za pomocą wdzięcznych zwierzątek pod tytułem osły, narobił takiego rabanu, że przerażeni rykiem Giganci ruszyli w długą. Reszta wydawała się prosta, Dzeus strzałami błyskawic wykańczał uciekających. Jednakże jednego z Gigantów nic nie ruszało, miał bowiem ten patent, iż wystarczyło, ażeby dotknął swej rodzicielki Ziemi, a jego rany natychmiast się goiły. Dopiero Herakles uporał się z nim, porywając go daleko od miejsca, w którym się Gigant urodził i zabijając go w powietrzu. Po klęsce Gigantów Gaja raz jeszcze wydała wojnę olimpijskim bogom. Urodziła straszliwego przyjemniaczka Tyfona. Tyfon od głowy do lędźwi (czytaj: pupeczki) miał ciało olbrzymiego człowieka, lecz zamiast nóg wiły mu się sploty wężów. Całe ciało miał upierzone, tylko na głowie i brodzie jeżyły się włosy, latał w powietrzu, z paszczy płynęła mu wrząca smoła, a ogień buchał ze ślepiów. Ten mister-natura wywołał niezły popłoch. Wszyscy bogowie zwiali do Afryki, tylko Dzeus wziął znany nam już z wcześniejszych opowieści sierp i poharatał Tyfona na tyle skutecznie, że ten osłabł i dał się przygnieść wyspą Sycylią. Do dziś ludeczkowie kochani, ilekroć Tyfon chce wydobyć się spod wyspy, tylekroć Etna bryzga lawą a Sycylię nawiedza trzęsienie ziemi.

BUNT GIGANTÓW

Jednak niedługo gościł spokój w Dzeusowym królestwie. Młodych władców Olimpu czekały jeszcze ciężkie, długotrwałe boje, zanim zdołali utrwalić swe zdobycze, i nieprędko Dzeus mógł odłożyć pioruny. Albowiem Gaja-Matka, gniewna na Dzeusa, że powstawszy przeciw Tytanom tak okrutnie ich pognębił, ogarnięta litością nad swymi synami strąconymi w czerń Erebową, zamyśliła zemstę. Dała życie Gigantom, by te olbrzymy poczęte z jej łona oswobodziły dawnych bogów i ukarały młodych zdobywców nieba. Przeraźliwe to były stwory o torsach, głowach i ramionach nadludzi i smoczych ogonach zamiast nóg. Niektórzy z nich mieli ogromne skrzydła u ramion. W ich żyłach płynęły krople krwi Uranosa, które spadły z jego rany na ziemię, gdy runął z niebios do otchłani. Pod potężnymi cielskami Gigantów drżała ziemia, skały pękały z hukiem oplecione ich wężowymi skrętami, łopot ich skrzydeł napełniał przerażeniem powietrze, pod ciosami ich pięści kruszały najtwardsze opoki.   Strach padł na wszystko, co żyło. A oni rycząc wściekle ruszyli do szturmu na Olimp, siedzibę Kronidów. By się dostać do podniebnego pałacu Dzeusa, piętrzyli głazy ogromne i ciskali bloki skalne ze stoków, aż wreszcie górę Ossa zwalili na szczyt Pelionu, by stamtąd dosięgnąć twierdzy niebian. Stęknęła Gaja głucho przytłoczona strasznym ciężarem, ale na surowym obliczu starej bogini pojawiła się radość, krzepiła ją bowiem myśl o zemście i nadzieja rychłego zwycięstwa jej synów. Śmiertelna groza zawisła nad Olimpem. Oczy bogów zwróciły się na Dzeusa, w nim szukając pomocy i otuchy, bo już zwątpienie zaczęło się wkradać w szeregi nieśmiertelnych. Lecz on był spokojny i nie drgnęła dłoń jego miotająca pioruny na wroga. I znów olbrzymi orzeł przynosił mu w szponach gromy kute dzień i noc przez Cyklopów. Walka stawała się coraz bardziej zażarta, już zdawało się, że szala przeznaczeń przechyli się na stronę Gigantów i im odda zwycięstwo nad światem. Synowie Gai wdzierali się już na Olimp, już chwiały się wrzeciądze zamku bogów pod ciosami ich ramion. W tej strasznej chwili Dzeus skinął na Atenę, swą córkę ukochaną i rozkazał jej sprowadzić na Olimp Człowieka. Albowiem znał on przedwieczną wyrocznię, która mu z dawna przepowiedziała to nowe niebezpieczeństwo grożące jego panowaniu. Tajemnicę przyszłych losów Olimpu odkrył przed nim najmądrzejszy z Tytanów, Prometeusz, świadomy tego, co było, co jest i co będzie. On to wyjawił mu, że nadejdzie dzień, gdy wszystka moc bogów nie zdoła się ostać przed potęgą wyszła z łona Ziemi i że bez pomocy Człowieka, bohatera zrodzonego ze śmiertelnej niewiasty, nie oprze się Olimp atakom synów Gai. Toteż wiedząc o tym, już na długo przed pojawieniem się Gigantów zwrócił swe oczy przewidujący Dzeus na Alkmenę, królową Teb, potężnego grodu w ziemi helleńskiej, i przybrawszy na się postać jej małżonka, Amfitriona, powołał do życia największego herosa wszystkich czasów, Heraklesa. On to miał teraz stać się wyrocznym zbawicielem Olimpu, obrońcą nowego Dzeusowego ładu, pogromcą starych sił Ziemi. Trudne życie wiódł syn Dzeusa i Alkmeny na ziemi. W owych prasach bowiem walka i praca stały się udziałem pokoleń ludzkich. Błogosławione dni wieku złotego, kiedy ludzie wiedli żywot szczęśliwy nie znając przemocy ni znoju, dawno już utonęły w przeszłości, minął wiek srebrny znający już cierpienie i nastał wiek spiżowy, który przyniósł wojnę i trud. Wiek żelazny, a wraz i nim mord, zbrodnia i niesprawiedliwość, czekał dopiero swej kolei. Zahartowany w ciężkich bojach Herakles, przywiedziony na polo walki bogów, bez lęku stanął u boku nieśmiertelnych i mężni stawił czoło Gigantom rażąc ich niechybnymi strzałami swego luku i druzgocąc niezwyciężoną maczugą. Jeden po drugim synowie Gai padali śmiertelnie ugodzeni; ci, których nie dosięgły strzały, ginęli od ciosów spadających na nich raz po raz z mocarnych rąk nieustraszonego herosa. Bogowie widząc męstwo Człowieka ze zdwojoną siłą jęli gromić potwory. Dzeus bez przerwy miotał pioruny w tłum napastników, paląc ich ogniem niebieskim. Jego córka, Pallas-Atena, uzbrojona w tarczę i dzidę, w wysokim hełmie na głowie, siała postrach wśród smoczego potomstwa Gai. Z jej rąk padł już chytry Pallas, a teraz bogini pochwyciła za włosy groźnego Alkioneusza o pięknym obliczu, najpotężniejszego z Gigantów i cisnęła go na ziemię, zadając mu w pierś cios śmiertelny. Lecz olbrzym dotknąwszy ciałem swej ziemi rodzonej ożył i z nową mocą rzucił się do walki, atakując Heraklesa. Bohater nieulękle stanął oko w oko z Gigantem i pochwyciwszy go wpół uprowadził daleko od miejsca jego narodzin i dopiero tam, w obcym kraju, zdołał go pokonać, gdy Alkioneusz stracił czarodziejską siłę czerpaną przezeń z dotknięcia Matki-Ziemi rodzonej. Tymczasem bitwa się przedłużała, smocze plemię ani myślało ustępować z pola. Oto inny Gigant, potworny Porfyrion, rzucił się na samą panią Olimpu, Herę białoramienną. Straszny gniew błysnął w oku Dzeusa na widok tego zuchwalstwa. Szybciej niż błyskawica wzniósł dłoń dzierżącą grom śmiercionośny i przeszył napastnika ognistym pociskiem. Porfyrion jęknął i padł za ziemię ogłuszony, a wtedy Herakles, który właśnie wrócił po zabiciu Alkioneusza, dobił go strzałą z łuku. Lecz oto z gór Tracji nadciągnął Gigant Athos dźwigając ogromną skałę. Nim zdołał ją cisnąć w bogów, Dzeus odepchnął go daleko; aż na macedoński półwysep Chalkidyke. Tam olbrzym zamienił się w wysoki cypel nadmorski, zwany górą Athos. Inni bogowie także dzielnie sprawiali się w bitwie. Hefajstos, boski kowal, rozpalonymi odłamkami metalu 'pozbawił życia ogromnego Mimasa, bogini mroku Hekate płonącą pochodnią powaliła Klitiosa, Apollo raz po raz wypuszczał ze swego srebrnego łuku w ciżbę nieprzyjaciół strzały i niejednego z zaciekle nacierających nań Gigantów oślepił, boska zaś jego siostra Artemida, zamieniona w jelenia, przebiła rogami Grationa kładąc go trupem na miejscu. Zwinny Hermes o stopach skrzydlatych zwyciężył w pojedynku groźnego Hippolyta, Posejdon zaś porwawszy kawał wyspy Kos przywalił nim odrażającego Polibotesa. Olbrzym spadł do morza, a w miejscu jego upadku powstała mała wysepka Nisyros. Także skalista wyspa Mykonos stała się świadkiem Gigantomachii. Nawet zawsze łagodny i radosny Dionizos, nadciągnąwszy z gór w otoczeniu swych satyrów i sylenów, groźnie wywijał tyrsem rażąc nim olbrzymów jak ostrą dzidą. Rzucił się na niego z rykiem wściekłości potworny Eurytus, lecz padł pod dotknięciem oplecionej winem dionizyjskiej broni. Towarzyszący swemu bogu satyrowie pędząc na osłach ryczących ze strachu podnieśli tak okropny wrzask, że zadrżały twarde serca synów Ziemi. Wielu ogarniętych dziką trwogą rzuciło się do ucieczki i padło pod razami Olimpijczyków i Heraklesa. Jeszcze tylko wielki jak niebotyczna skała Enkeladus trwał niewzruszony na placu boju, lecz Atena i Dzeus porwali go w powietrze i przywalili wyspą Sycylią. Tam Gigant obezwładniony zieje dotąd ogniem i dymem nie mogąc jednak zrzucić z siebie ciężaru, co go przygniótł na wieki. Tak tedy walka bogów z Gigantami zakończyła się triumfem Olimpu. Dzikie moce Ziemi nie zdołały obalić nowego, wyższego ładu, jaki wprowadził Dzeus Piorunowładca. Człowiek dopomógł bogom i wspólnym wysiłkiem pokonali rozpasane żywioły, które wyszły z łona Gai przedwiecznej. Zwycięstwo Olimpijczyków napełniło świat cały radością, wszystko, co żyło, cieszyło się z klęski Gigantów i głosiło chwałę Dzeusową. Tylko sędziwa Gaja gorzko opłakiwała upadek swych synów i klęskę zadaną swym nadziejom. Nawet i teraz jednak nie opuszczała jej myśl o odwecie, jeszcze mocniej pragnęła pomsty na tych, co odważyli się wyrwać berło władzy z rąk jej potomstwa.

JAZON (ZŁOTE RUNO)

W mieście Jolkos panował król Ajzon, który miał brata Peliasa. Brat ten wielokrotnie próbował zwalić króla z tronu, jednak ten zawsze mu wybaczył. W końcu jednak buntownikowi się udało. By mieć wyłączność do tronu musiał jeszcze pozbawić Ajzona jego jedynego potomka- Jazona. Gdy były król dowiedział się o tym natychmiast kazał sługom rozgłosić ,że maluch jest bardzo chory. Po pary dniach wg jego wersji potomek miał umrzeć. Oczywiście nie było to kłamstwo. By ochronić małego następcę tronu rodzice dali go na wychowanie centaurowi Chaironowi. Tam książę przebywał tam przez 20 lat, po czym opuścił półboga, który nie wyjawił mu jego szlachetnego pochodzenia. Młodzian zajął się wędrowaniem. Trafił jednego dnia na szeroką rzekę. Gdy szukał brodu napotkał staruszkę, która poprosiła go o przeniesienie na drugą stronę. Jazon zgodził się. Po przekroczeniu rzeki babcia znikła, była to bowiem Hera, która przybrała ludzką postać, od tej chwili miała go w szczególnej opiece. Chłopak był jednak tak zaabsorbowany swoją pracą, że zgubił jeden sandał. Wkrótce dotarł do Jolkos, w którym to mieście rządził Pelias. Od jakiegoś czasu król był bardzo zaniepokojony, dowiedział się bowiem od wyroczni delfickiej ,że nadejdzie pewnego dnia człowiek w jednym bucie, a przyniesie on mu wiele złego. Właśnie tego dnia przebywał na ulicy gdy dostrzegł przybysza. Był tak przerażony ,że jedyne na co go było stać, to rozkazał marszałkowi zaprowadzić Jazona do pałacu. Tam zapytał go co by zrobił gdyby był królem, a dowiedziałby się, że ma być zabity przez jednego ze swoich gości. Nieco zaskoczony pytaniem Jazon odrzekł, że rozkazałby mu wyjechać na odszukanie złotego runa. Na to król rozkazał : 'Idź więc i poszukaj go'. Jazon stanął jak wryty. Ze zwykłego włóczęgi stał się koszmarem królów. Idąc ulicą spotkał starca, ten to przed 20 laty ostrzegł jego rodziców przed zamiarami złego króla. Ten to wyjawił mu tajemnicę jego pochodzenia. Zaprowadził go też do małej chatki gdzie mieszkali jego starzy rodzice. Gdy młodzian zobaczył ich niedolę wściekły ruszył do pałacu. Zaczął wyrzucać królowi jego całą niegodziwość, ten zaś stwierdził, że jest słaby i że odda tron, ale dopiero wtedy ,gdy Jazon zdobędzie umówione złote runo. Co to było zaś owo złote runo? Dużo przedtem w Orchomenos, pewnym beockim mieście rządził król Atamas. Był on szczęśliwym ojcem chłopczyka- Fryksosa i dziewczynki -Helle. Były to dzieci jego pierwszej żony Nefele, która krótko potem zmarła. Atamas nie zamierzał spocząć w celibacie. Ożenił się więc po raz drugi, tym razem z Ino. Ta nie była ,mimo swego królewskiego, tebańskiego, pochodzenia, dobra macocha. Wręcz starała się pozbyć pasierbów. Namówiła się z kobietami z miasta, by te oblały zbiory ziarna wrzątkiem i w ten sposób sprowadziły nieurodzaj. Król posłał do Delf z pytaniem co zrobić by zadośćuczynić bogom. Ci przynieśli odpowiedź-wyrok: 'Winne są królewskie dzieci'- oczywiście nie byłą to wola bogów, lecz wola Ino, która przekupiła posłów. Tej nocy dzieciom ukazała się we śnie Nefele i kazała im uciekać poza miasto. Tam miał czekać złoty baranek, który zaniesie ich tam gdzie zechcą. Natychmiast uczyniły to. Na boskim baranku leciały nad morzami i górami. Jednak nad cieśniną oddzielającą Europę od Azji stał się wypadek. Mała Helle straciła przytomność i spadla do wody. Od tej chwili morze to zwano Hellespontem. Fryksos wylądował w Kolchidzie. Tam wraz z barankiem doczekał starości. Zwierzę zestarzało się szybciej, i poprosiło by je zabić. Fryksos zrobił to ,a złote runo baranie zawiesił na dębie u wstępu do gaju Aresa. Tego właśnie runa miał szukać Jazon. Rozesłał wieści po całej Grecji, że szuka odważnych i silnych mężów na zamorską i ciężką wyprawę. Sam nie wierzył gdy przed swymi drzwiami ujrzał Herkulesa, Hylsena, Tezeusza, Peleusa, Pajritoosa, Kastora, Orfeusza i wielu, wielu innych. Na rozkaz Jazona zbudowano statek, ochrzczono go imieniem Argo, czyli 'szybki'. Kapitanem został wybrany książę. Pierwszym przystankiem było Lemnos. Była to niezwykła wyspa. Były tam bowiem tylko kobiety i to jeszcze nie najładniej pachnące. Była to kara Afrodyty. Za jej przyczyną kobiety obleciał tak wielki smród, że mężowi chcieli je opuścić i wziąć sobie inne. Gdy te o tym się dowiedziały o wymordowały wszystkich mężczyzn, a wtenczas odleciał od nich przykry zapach. Tam Argonauci spędzili całe dwa lata. Potem dotarli do Tracji, gdzie żył oślepiono przez bogów wróż, Fineus. Został ukarany, bo samowolnie przepowiadał przyszłość. Nie dość tego co dnia przylatywały straszliwe harpie ,mające głowę kobiety, a ciało ptaka, i zabierały mu jedzenie. Za przepowiednie podróżnicy uwolnili go od tych stworów. Następna przygoda dotyczyła dziwnych skał zwanych Symplegadami. Były to głazy znajdujące się niedaleko od cieśniny Bosfor. Gdy tylko cokolwiek próbowało przedostać się pomiędzy nimi, te zderzały się miażdżąc wszystko co było pomiędzy. Za radą wróżbity Argonauci wypuścili gołębia, ten przeleciał tak szybko, że skały uszczknęły mu jedynie parę piór. Korzystając z chwili ,że skały się rozstąpiły podróżnicy wzięli się do wioseł i szybko przepłynęli. Od tej chwili Symplegaty już nigdy się nie ruszyły.  W końcu przybyli do Kolchidy. Poszli więc na spotkanie z królem Ajetesem. Ten gdy poznał cel ich podróży, zgodził się oddać złote runo ,ale pod warunkiem, że Jazon zaprzęgnie dwa zionące ogniem spiżowe byki, a następnie zaora Pole Aresa, potem zaś zasadzi ziarna otrzymane od króla i pokona mężów ,którzy z nich wyrosną. Ostatnią rzeczą miało być pokonanie smoka strzegącego owego świętego dębu. Następnego dnia wszyscy zgromadzili się na Polu Aresa. Czekały już tam spiżowe byki- dar Hefajstosa. Jazon namaścił się specjalną oliwą, którą otrzymał od Madei- córki króla, która zakochała się w nim. Dzięki temu darowi był odporny na oparzenia i wszelkie rany. Podszedł spokojnie do zwierząt i nałożył im jarzma. Zaorał pole i zasadził smocze zęby- magiczne nasiona. Wyrośli z nich zbrojni mężowie. Heros nie uląkł się im, lecz porwał wielki głaz i rzucił między nich. Ci ogłupieli. Zwrócili się ku sobie i sami się pozabijali. Po skórę bohater wybrał się nocą. Zastał tam smoka, który jak zwykle czuwał. Dzięki pomocy Madei miał w zanadrzu wywar z czarodziejskich ziół. Oblał nimi smoka i wypowiedział czarodziejskie zaklęcie. Smok znieruchomiał i w tym momencie Jazon ukręcił mu łeb. Madea uciekła z domu i odpłynęła z przybyszami. Porwała też swojego małego braciszka. Rankiem na horyzoncie dostrzegli goniącą ich flotę Ajetesa. Wówczas Madea pokroiła braciszka i rozrzuciła jego kawałeczki do wody. Był to dobry krok. Król bowiem gdy zobaczył, że fale unoszą członki jego syna kazał zatrzymać całą flotę i pozbierać szczątki. Za tę zbrodnię ukarał ich sam Zeus. Mieli tylko króciutki fragment do przebycia, a płynęli przez wiele lat. Od poszczególnych portów byli odpychani przez sztormy burze i tym podobne. Przybyli wreszcie do Jolkos. Witani przez ludzi nie dostrzegli wśród ludzi starego Ajzona. Okazało się, że stary niedawno zmarł. Jazon spojrzał wtedy na ukochaną Madeę, zdążył już poznać jej niezwykłą moc. Ta zgodziła się pomóc. Kazała przynieść ciało starca i położyć na ołtarzu. Zagotowała wywar z ponad tysiąca ziół poczym przecięła staremu gardło i nalała tam wrzątku. Natychmiast starzec stanął na nogi. Od czasu wyprawy Jazon stał się bohaterem narodowym. Dbał o dobre stosunki z sąsiadami. Szczególnie z królem Koryntu- Kreonem. Zakochał się nawet w jego córce- Kreuzie. Był więc w rozterce, Madea czy Kreuza. Tej pierwszej zawsze się bał, a z Kreuzą zawsze było mu dobrze. I to zaważyło. Wyznał Madei prawdę, że jej nie kocha. Spodziewał się jakiejś wielkiej wojny albo zemsty, a tymczasem kobieta podziękowała mu za opiekę i życzyła dobrego życia z nową żoną. Podarowała nawet jej wspaniałą szatę. Następnego dnia miał odbyć się ślub. Rano Kreuza nałożyła ową szatę...i w tym momencie poczuła silne pieczenie. Zwijała się w bólu ,jednak nic jej nie mogło pomóc. Nie wiadomo dokładnie co stało się z Jazonem, podobno powtórnie spotkał się z Madeą i razem wrócili do Kolchidy.

MARSJAS I APOLLO

Apollo wdał się w zawody z niejakim Marsjasem, który był nieporównanym flecistą. Sędziami obrano Pasterzy i pasterki strzegące swych trzód na górze Nysa. Marsjas grał pierwszy i wszystkich zadziwił . Jego fletnia naśladowała kląskanie słowików , szmer źródeł, daleki głos ech leśnych, poszum burzy, tworząc jak gdyby hymn pochwalny na cześć tej przyrody, której nieuczony Marsjas był dzieckiem i wychowankiem .Już był pewny zwycięstwa , gdy Apollo uderzył w struny swej cudownej cytry. Grał i śpiewał jednocześnie .Co chwila wydobywał z dusz słuchaczy to uniesienie radości ,to słodkie pragnienie, to znów smutek serdeczny .Przyznano mu pierwszeństwo ,czyli pierwsze miejsce .Wtedy Apollo chwycił pokonanego Marsjasa, przywiązał go za ręce do drzewa i żywcem obdarł ze skóry. Umarł Marsjas i wielki płacz się odezwał z głębi lasów i gór; wszystkie boginki górskie ,wszyscy bogowie leśni wylewali po nim   łzy tak obficie, że z tych łez wypłynęła rzeka, którą nazwano jego imieniem - Marsjas. A przy tym zdarzyła się rzecz śmieszna .Oto król Midas, który był świadkiem owych zawodów odszedł niezadowolony .Jemu nie podobała się gra Apollina, on jeden głosował za Marsjasem. Bóg zemścił się i dał mu ośle uszy. Królowi jednak nie wypada mieć oślich uszu .Midas ukrywał swą hańbę pod czapką ,której nigdy nie zdejmował .Ale był ktoś kto znał tajemnicę-nadworny fryzjer, który goląc Midasa widywał  go bez czapki .Król pod karą śmierci nakazał mu milczenie. Zacny balwierz bal się śmierci , ale  posiadanie  tak niesłychanego sekretu  nie dawało mu spokoju . Koniecznie chciał się komuś zwierzyć . Nie mogąc inaczej , pobiegł nad brzeg morza, wykonał tam jamkę w ziemi i w głąb niej krzyknął co miał siły: ”Król Midas ma ośle uszy”; To mu ulżyło. Tymczasem- widocznie za sprawą bogów ;na tym samym miejscu  gdzie była jamka, wyrosła trzcina, cały łan  trzciny. I ledwo tylko wiatr powiał, trzciny jęły się poruszać, szemrzec , zbierać się w głos, który mówił: ”Król Midas ma ośle uszy!!!! „; Po całym kraju szedł ten zdradziecki szept trzcin i rzecz  stała się jawna ku wielkiemu zmartwieniu dobrego króla ,którego jedyną wadą było to , że nie znał się dobrze na muzyce.

ORFEUSZ I EURYDKA

Orfeusz był królem śpiewakiem Tracji, jak król Wenedów u Słowackiego. Tylko że nie był stary. Był młody i bardzo piękny. Śpiewał i grał na lutni tak pięknie, że wszystko, co żyło, zbierało się dokoła niego, aby słuchać jego pieśni i grania. Drzewa nachylały nad nim gałęzie, rzeki zatrzymywały się w biegu, dzikie zwierzęta kładły się u jego stóp - i wśród powszechnego milczenia on grał. Był po prostu czarodziejem i za takiego uważały go następne pokolenia, przypisując mu wiele rozmaitych dzieł, w których wykładał zasady sztuki czarnoksięskiej. Żoną jego była Eurydyka, nimfa drzewna, hamadriada. Kochali się oboje bezprzykładnie. Ale jej piękność budziła miłość nie tylko w Orfeuszu. Kto ją ujrzał, musiał ją pokochać. Tak właśnie stało się z Aristajosem. Był to syn Apollina i nimfy Kyreny, tej co lwy jedną ręką dusiła - bartnik zawołany, a przy tym dobry lekarz i właściciel rozległych winnic. Zobaczył raz Eurydykę w dolinie Tempe. Cudniejszej doliny nie ma w całym świecie, a Eurydyka wśród łąk zielonych, haftowanych kwieciem rozmaitym, wydawała się jeszcze bardziej uroczą. Aristajos nie wiedział, że ona jest żoną Orfeusza. Inaczej byłby, oczywiście, został w domu i starał się zapomnieć o pięknej nimfie. Tymczasem zaczął ją gonić. Eurydyka uciekała. Stało się nieszczęście: ukąsiła ją żmija i nimfa umarła. Biedny był wówczas Orfeusz, bardzo biedny. Nie grał, nie śpiewał, chodził po łąkach i gajach i wołał: "Eurydyko! Eurydyko!" Ale odpowiadało mu tylko echo. Wtedy ważył się na rzecz, na którą nie każdy by się ważył: postanowił pójść do podziemia. Wziął ze sobą tylko swoją lutnię czarodziejską. Nie wiedział, czy to wystarczy, ale nie miał żadnej broni. Jakoż wystarczyło. Charon tak się zasłuchał w słodkie tony jego muzyki, że przewiózł go na darmo i bez oporu na drugi brzeg Styksu; Cerber, nawet sam Cerber nie szczekał! A kiedy stanął Orfeusz przed władcą podziemia, nie przestał grać, lecz potrącając z lekka struny harfy, skarżyć się zaczął, a skargi układały się w pieśni. Zdawało się, że w królestwie milczenia zaległa cisza większa i głębsza niż zwykle. I stał się dziw nad dziwy: Erynie, nieubłagane, okrutne, bezlitosne Erynie płakały! Hades oddał Orfeuszowi Eurydykę i kazał ją Hermesowi wyprowadzić na świat z powrotem. I jedno jeszcze powiedział: Eurydyka iść będzie za Orfeuszem, za nią niech kroczy Hermes, a Orfeusz niech pamięta, że nie wolno mu oglądać się poza siebie. Poszli. Droga wiodła przez długie, ciemne ścieżki. Już byli prawie na górze, gdy Orfeusza zdjęło nieprzezwyciężone pragnienie: spojrzeć na żonę, bodaj raz jeden. I w tej chwili utracił ją na zawsze. Hermes zatrzymał Eurydykę w podziemiu. Orfeusz sam wyszedł na świat. Próżno się wszędzie rozglądał: nigdzie jej nie było. Nadaremnie dobijał się do bram piekieł: nie wpuszczono go po raz wtóry. Orfeusz wrócił do Tracji. Skargami swymi napełniał góry i doliny. Pewnej nocy trafił na dziki, rozszalały orszak bakchiczny i obłąkane menady rozerwały jego ciało na sztuki. Głowa spadła do rzeki i mimo że była już zimna i bez życia, jeszcze zmartwiałymi ustami powtarzała imię Eurydyki. Popłynęła aż do morza i zatrzymała się na wyspie Lesbos. Tu ją pochowano i na jej grobie powstała wyrocznia. Muzy, którym Orfeusz wiernie służył przez całe życie, pozbierały rozrzucone jego członki i pogrzebały je u stóp Olimpu.

PERSEUSZ I ANDROMEDA

Po Danaosie panował a Argos król Akrizjos, który miał śliczną córkę Danae. Ale nie był szczęśliwy, gdy ż wyrocznia mu przepowiedziała, że zginie z ręki własnego wnuka. Kiedy więc Danae powiła syna, Perseusza, w obawie o swoje życie, zamknął ich oboje w skrzyni, którą rzucił do morza. Biedną matkę zaopiekowali się bogowie. Skrzynia dopłynęła do wyspy Serifos, gdzie Danae znalazła wraz dzieckiem przytułek. Perseusz wyrósł na silnego i pięknego młodzieńca i wszystko byłoby dobrze, gdyby król wyspy, Polidektes, nie zakochał się w Dane. Chciał się z nią ożenić, ale obawiał się Perseusz, który sprzeciwiał się temu małżeństwu. Król więc rozmyślał jakby się go pozbyć. Udawał tymczasem miłość i przywiązanie; często go zapraszał do siebie i bawił opowiadaniami o znakomitych przewagach bohaterów, rozpalając w młodzieńcu pragnienie sławy. Pewnego zaś dnia w kole przyjaciół i znajomych , gdzie znajdował się i Perseusz, nagle oświadczył, że zamierza starać się o rękę Hipodamii, córki króla Elidy, Ojnomaosa. Natychmiast wszyscy, jak to bywa w takich razach, wymieniać zaczęli podarki, które mu złoża w dniu ślubu. Jeden tylko Perseusz siedział cicho, bo był biedny i nie miał nic do zaofiarowania. Kiedy więc przyszła kolej na niego, wstał i obiecał Polidektesowi głowę Meduzy jako ślubny prezent. Tego tylko czekał Polidektes. Oczywiście zgodził się chętnie, w mniemaniu, że Perseusz śmierć prędzej znajdzie , niźli dostanie głowę Meduzy, jednej z trzech strasznych Gorgon. Perseusz wybierając się w drogę wiedział nawet, gdzie mieszka owa Meduza. Atena, opiekunka bohatera, poradziła mu, aby wpierw poszedł do trzech sióstr, zwanych starkami (Graje). Żyły one w jaskini, do której nigdy nie docierał promień słońca. Były siwe od urodzenia i miały tylko jedno oko i jeden ząb, które sobie wzajemnie pożyczały. Perseusz wykradł im to oko i ten ząb, a oddał nie prędzej, aż wskazały mu dokładnie miejsce, gdzie siedziały Gorgony. Dostał jeszcze hełm, który go czynił niewidzialnym, i buciki skrzydlate, aby mógł latać w powietrzu. Na ostatku Hermes przyniósł mu ostry sierp, aby miał czym uciąć głowę Meduzie. Na brzegu oceanu znalazł Gorgony śpiące. Wszystkie były okropne : włosy z wężów uwite, kły jak u dzikiej świni, ręce z brązu, a skrzydła ze złota. Lecz najmłodsza, Meduza, była najstraszniejsza, kto na nią spojrzał, obracał się w kamień. Perseusz stanął tyłem do śpiących i patrząc w miedzianą tarczę, w której odbijała się postać Meduzy, uciął jej głowę, schował do torby i odleciał. Z rozciętej szyi Meduzy wyskoczył koń skrzydlaty, Pegaz. Gorgony obudziły się i zaczęły ścigać Perseusza, lecz z powodu owej czapki-niewidki, którą miał na głowie, nigdzie nie mogły go dojrzeć. Gdy Perseusz przelatywał nad Etiopią, zobaczył nad brzegiem morza nagą dziewczynę, która leżała przykuta do skały i głośno płakała. Podszedł więc do niej, a ona najpierw zawstydziła się bardzo, zaczem opowiedziała całe swoje nieszczęście. Nazywa się Andromeda i jest córką króla tego kraju. Matka jej, Kasjopeja, chlubiła się, że jest piękniejsza od nereid. Boginki morskie poskarżyły się Posejdonowi, a ten zalał Etiopię wodą i wysłał smoka, który uczynił dzikie spustoszenia. Aby kraj uwolnić od zagłady, kazano królewnę oddać smokowi na pożarcie. Ledwo skończyła opowiadanie gdy morze straszliwie się zakotłowało i z fal wynurzył się smok z sykiem piekielnym. Ale Perseusz zbił go, odwiązał  Andromedę i zaprowadził do pałacu, gdzie uszczęśliwiony ojciec oddał mu ją za żonę. Po weselu wrócił na wyspę Serifos, do matki. Było z nią źle bardzo. Polidektes, nie mogąc od Danes zgody na małżeństwo, zaczął ją prześladować i na koniec zamknął w ciemnej piwnicy o chlebie i wodzie.  Dowiedziawszy się o tym Perseusz wszedł  do zamku Polidektesa i stanąwszy u progu wyjął z torby głowę Meduzy. W tej chwili niegodziwy król  wraz z całym dworem skamieniał : wyglądali jak marmurowe posągi ustawione dla ozdoby sali. Nie było już co robić na tej wyspie przeklętej. Wszyscy troje : Perseusz, Andromeda i Danae wsiedli na okręt i odpłynęli do Argos, aby odszukać starego dziadka, Akrizjosa. Zdarzyło się właśnie iż kiedy przybyli, odprawiano a Argos igrzyska. Perseusz przepadał za popisami gimnastycznymi , zaraz więc rozebrał się i stanął do zawodów. Ale podczas rzucania dyskiem krążek wymknął mu się z ręki i trafił Akrizjosa. Tak spełniła się przepowiednia. Perseusz żył jeszcze długo z Andromedą, a umierając oddał głowę Meduzy bogini Atenie, która ją umieściła w środku swej tarczy na postrach wrogom.

EROS I PSYCHE

Eros był synem Hermesa i Artemis. Wyobrażano go jako młodego chłopca i niemal dziecko o pięknych złotych skrzydłach, łukiem i strzałami. Psyche była królewną o nadzwyczajnej urodzie, a jej imię oznaczało  po grecku : duszę. Była tak piękna, że poddani modlili się do niej zapominając o Afrodycie. Zagniewana bogini wezwała  Erosa i kazała mu w sercu Psyche obudzić miłość do najszkaradniejszego potwora, jaki znajdzie się na ziemi. Lecz Eros, ujrzawszy dziewczynę, sam się zakochał i dał jej pałac cudowny. Odwiedzał ją co noc przestrzegając jednak, że nie może go zobaczyć. Siostry, którym to opowiadała, szydziły z niej, mówiąc, że jej kochanek jest zapewne okropnym smokiem. Mówiły tak, gdyż zazdrościły jej bogactw i splendoru. Ale Psyche im uwierzyła. Posłuchała rady zazdrosnych sióstr i w czasie snu zapaliła lampę. Oślepiona nieziemską pięknością, zadrżała i kropla gorącej oliwy spadła z kaganka na obnażone ramię boga. Eros obudził się i znikł. Znikł również pałac cudowny i królewna została sama na dzikiej, pustej skale. Zrozpaczona Psyche wyruszyła na poszukiwania. Afrodyta mściła się na niej zsyłając zgryzotę i ból, i mękę. Ale Eros, który kochał ją zawsze, niósł jej pomoc i pociechę. Na koniec Dzeus ulitował się nad parą kochanków i przyjął Psyche na Olimp, gdzie odbyły się jej zaślubiny z bogiem miłości. Miłość Erosa i Psyche była czymś nierealnym dla bogów aby bóstwa wiązały się z ludźmi. Istotą tej miłości była chęć poznania ukochanego.

MIT O TEZEUSZU

Był to najpewniej jeden z najsławniejszych Ateńczyków, aczkolwiek był innego pochodzenia. Jego ojcem był Ajgeus, który Attykę zajął siłą, zaś jego matka to królewna Trojzeny- Ajtra. Ajgeus pozostawił ją ciężarną, lecz nim to uczynił zakopał pod ogromnym głazem miecz i sandały, poczym powiedział, jej, że kiedy syn dorośnie i będzie na tyle silny, ma podnieść głaz i zabrać te rzeczy. Tezeusz chował się dobrze, spotkał nawet pewnego razu Heraklesa, który przejazdem zatrzymał się w Trojzanie. Siłacz pogładził chłopca i przepowiedział mu wspaniałą przyszłość. Od tego czasu malec chciał być taki jak Herakles. Gdy dorósł matka zaprowadziła go by spróbował podnieść głaz. Ten uczynił to z łatwością. Chłopak zabrał ekwipunek i ruszył do ojca, do Aten. Po drodze walczył z licznymi zbójcami. Pokonał na przykład Skirona czy Sinnisa, zwyrodnialców, z których jeden zrzucał ludzi ze skały, a drugi przywiązywał ludzi do pochylonych, naprężonych drzew, by te rozdarły ciało nieszczęśnika. Innym razem uwolnił świat od Prokreustesa, który zapraszał ludzi do siebie w gościnę, a następnie kładł ich do łóżka. Poczym ,w zależności czy łóżko był za duże czy za krótkie, ucinał im lub wydłużał kości. Niemiły był jego przyjazd do domu ojca. Gdy przechodził koło nowobudującej się świątyni Appolina, robotnicy pomylili go z niewiastą i zaczęli czynić mu uwagi. A w tym czasie Ateny przechodziły kryzys, stary Ajgeus ze wszystkim stron był szargany przez nieprzyjaciół. Jak musiała być radość, gdy po sandałach i mieczu poznał syna. Jak to zwykle bywa, młody musi się wkupić do społeczeństwa. Nie było inaczej z Tezeuszem. By zyskać przychylność ludzi wyprawił się na ogromnego byka ,który grasował nie daleko Maratonu. Sprowadził go potem do miasta i złożył w ofierze Appolinowi. Ludzie jednak nie byli w stanie się cieszyć. Właśnie wtedy przyszło coroczne żądanie od króla kreteńskiego Minosa, siedmiu chłopaków i siedem dziewcząt , którzy mieli być zjedzeni przez Minotaura. Tezeusz postanowił, że to on pojedzie i zabije potwora o byczej głowie. Dostał od ojca czerwony i czarny żagiel. Gdyby mu się udało miałby wywiesić czerwony, jeżeli natomiast zginie, majtokie mieli wywiesić czarny. Gdy przybył na Kretę, nie spotkał się z życzliwością, jedynie zdołał zauroczyć córkę króla Ariadnę. Ta miłość go właśnie ocaliła. Monstrum mieszkało w domu zwanym labiryntem, wybudowanym przez genialnego Dedala. Było tam wiele pokoi, korytarzy i temu podobnych. Ariadna, by ocalić młodzieńca dała mu kłębek nici. Ateńczyk miał przywiązać jeden koniec u wyjścia, i iść na walkę rozwijając sznurek. Gdy pokona Minotaura miałby dzięki temu wrócić do wyjścia. Tak też uczynił. Po zabiciu syna Minosa, Tezeusz wraz z ukochaną Ariadną wsiadł na okręt i odpłynął. Byli bardzo kochającą się parą. Jednak okazało się ,ze nie do końca. Bowiem pewnej nocy, po przycumowaniu do wyspy Naksos, Tezeusz kazał ją wynieść i zostawić. Ajgeus nie miał już dobrego wzroku. Jednak cały czas spoglądał w stronę morza, i pytał się przechodniów, czy nie widzą statku Tezeusza. W końcu usłyszał znaczące :'TAK!' jednak na statku był żagiel czarny, czyżby młodzian już nie żył? Nie, po prostu zapomniał zmienić flagi. Tak więc, w skutek niedopatrzenia, stary król rzucił się w otchłań morską. Tezeuszowi udało się osiągnąć bardzo wiele. Przede wszystkim wpłynął na zjednoczenie wielkich rodów i gmin attyckich w jedno państwo-miasto ze stolicą w Atenach. Zniósł również urząd króla na rzecz republiki. Potem ruszył z wojskiem nad Morze Czarne, by walczyć z Amazonkami. Nie było to zbyt dobre posunięcie, ponieważ wplatało to Ateny w długotrwałą wojnę. Ponadto z porwaną amazońską królową Hipolita. Niestety ta zmarła. Tak więc Tezeusz miał już syna Hipolita, ale zapragnął nowej żony. Jego sympatię zyskała Fedra, córka króla Minosa. Jako król Aten musiał często wyjeżdżać. Zdarzyło się raz ,że kolejna wyprawa bardzo się przeciągnęła. I to na tak długo, że Fedra postanowiła ponownie wyjść za mąż ,gdyż uważała, ze Tezeusz gdzieś już zginął. Jej wybór padł na... Hipolita. Tymczasem wrócił król. Zaskoczona Fedra oskarżyła młodego, że chciał ja uwieść. W gniewie, Tezeusz, prosił Posejdona o wykonanie zemsty. I stało się. Hipolit uciekł z zamku, wsiadł na rydwan, poczym rozbił się o skały. Na wieść o tym Fedra powiesiła się. Mając lat 50 Tezeusz popełnił największy błąd. Pojechał do Sparty, poczym porwał małą Helenę, którą chciał wychować sobie na żonę. Naraziło to Ateny na wielką wojnę. Zgromadzenie ateńskie skazało wielkiego wodza na wygnanie. Kresu miał doczekać na wyspie Skyros. Tam też przechodząc koło urwiska poślizgnął się i spadł w przepaść.

 
 

w górę

 
 

© Paulina Gałęska 2003/2004 - Wszystkie prawa zastrzeżone